tekst alternatywny tekst alternatywny tekst alternatywny tekst alternatywny tekst alternatywny tekst alternatywny tekst alternatywny


TRIGLAV ( SŁOWENIA ) , DINARA ( CHORWACJA) , MITIKAS ( GRECJA )
Podwójny Tryptyk morsko-górski- czyli trzy góry i trzy morza w jedno lato.



Zdjęcia z naszego zdobywania TRIGLAVA

Zdjęcia z naszego zdobywania DINARY

Zdjęcia z naszego zdobywania MITIKASA


CZĘŚĆ I TRIGLAV 2864 m n.p.m

1 pm W końcu wyruszyliśmy. Zajechaliśmy po KURĘ ( złożyliśmy jej zaległe życzenia urodzinowe ) mama podpisała cyfograf na córkę i ruszyliśmy po spontaniczną Agatkę która jeszcze kilka godzin temu nie wiedziała że jedzie. Po zapakowaniu Agatki pojechalismy do mamy Agi na "całuska" i dostaliśmy dwa słoiki kiszonych ogórków, buraczki marynowane i ulubione przez Gosię grzybki - mniam. Poźniej zgarnęliśmy z Wawy Pitra i Mańka. No nareszcie jedziemy! 3:35 Darkowi nie chce się spać ale robimy postój bo chcemy sprawdzić olej , samochód nówka sztuka więc może trochę brać oleju lepiej dmuchać na zimne. Robimy małe zakupy i zmuszamy się do snu ( he he nikomu nie chce się spać) Gocha nie może się ułożyć w końcu ląduje na podłodze - zaznała spokoju trochę i my też uff. Darek po 15 minutach już nie może wytrzymać i idzie szukać bagnetu w okolicy silnika- nie znajduje. Na pomoc rusza Aga " sokole oko" , znajduje! Wiwat Aga! Olej w normie- ruszamy dalej w między czasie zmiana kierowcy bo Darcio wymięka i znowu sytuacje ratuje Aga mocarna! Po 100km zmiana dużo nie wytrzymała. Czekamy pod Auchanem. wszystkich ciśnie w jelitach. 8:00 START! Darek poleciał biegiem do WC - my niestety czekaliśmy na Jacka , który się gramolił że hej! Później toaletka no i już. i ZASTĘp I KANAPA I robi zakupy na śniadanie- bo to my mamy dzisiaj dyżur. 9:11 przekraczamy pierwszą granicę z Czechami w Cieszynie. Teraz bładzimy bo Jacek pomylił drogę, teraz naprawia swój błąd i prowadzi Darka. Dojeżdżamy do stacji paliw- zatrzymujemy się po winiety i sniadanko bo wszystkim burczy w brzuchu. Jemy parówki z apetytem. miejmy nadzieję że nie bedzie rzygania. II i III kanapa ogląda film ale tylko 3 minuty bo wejście do laptopa pod ładowarkę nie pasuje. Jedziemy sobie między górami przez Czechy 11"02 wjechaliśmy na Słowację , Darek mało co nie rozjechał dwóch małych rumunków. 13:46 szczęśliwie wjechaliśmy do Austrii. Podziwiamy to piekne państwo a szczególnie Wiedeń, do którego niebawem dojeżdżamy. Zaraz za Wiedniem kierujemy się na Jesenice do których mamy 100km , ale zanim ruszymy w dalszą podróż chcemy się posilić. Robimy przerwę na obiad . Na parkingu , który nosi austriacką nazwę "STOP PLATZ" są stoły, ławy, pompa z wodą , toalety, sklep i cudowna potrojna bujawka -hapaczka. Spagheti przygotowaliśmy sprawnie, surówka i herbata tez poszły sprawnie. Po jedzonku szybko zmywaliśmy i posprzątaliśmy po sobie i poszlismy jeszcze trochę pochapać . Darliśmy się jak gówniarze- miaalm motylki w brzuchu, super było. Żałuję ze takich hapaczek w Polsce nie ma, ale co tam trzeba mieć do czego wracać. Po wszystkim zrobiliśmy ostatnie "siku" i ruszyliśmy w dalszą drogę o 16:20. No i pora na tankowanie weszło ponad 39 l paliwa . Ja i Madzia miałyśmy pierwszy kontakt językowy z ludnością tubylczą. Porozmiawiałyśmy "a litlle" po angielsku poszło super. Brawo Aga, Brawo Magda! to piszę ja Aga. Tego dnia po dłuższej męczarni za kółkiem dojechaliśmy do Rudno Polje gdzie zanocowaliśmy bo następnego dnia czekał nas TRIGLAV. Nikomu się nie chciało jeść więc zdecydowaliśmy że idziemy spać. Tym bardziej że Rudno Polje to niezłe zadupie i jechalismy tam po serpentynach, ale dla naszego Traffica to pryszcz. Umyliśmy zęby i zaczęliśmy się układać do snu. Madzia mimo iż kapało zdecydowała , że śpi na dworzu na ławce pod małym daszkiem z koca NRC- i to była najmądrzejsza decyzja tej nocy. Wiwat Magda! To była najgorsza noc w moim życiu. Każdy poutykany jak sardynka w aucie a ja postanowiłam spać na podłodze między I a II kanapą - byłam taka duchota i ciasnota. Obudziłam się w nocy z myślą że się duszę. W panice zaczęłam budzić Jacka i Manka żeby się przesunęli i musiałam się nieźle natrudzić żeby dobudzić Jacka! Ech. Nad ranem znowu poszłam na podłogę na 1H. Pobudka 5 rano . Śniadanie, pakowanie plecaka, robienie prowiantu, camping gazy, przygotowania- tak nam upłynęła prawie 1,5 h. Czerwonym szlakiem kawałeczek podjechaliśmy do drugiego parkingu lesnego pod wyciąg narciarski. I tam zostawiliśmy naszego traficzka. Na szczyt ruszyliśmy o 7:15 . Załozenie było takie, że idziemy razem ale po pierwszych 100 metrach zaakceptowałyśmy z dziewczynami to że chłopcy poszli a że z dziewczynami liczymy na siebie. Gadałyśmy troszke o rekordzie KGP , mijałyśmy wielu turystów i robiłyśmy zdjęcia, nawet w krzakach za potrzeba byłyśmy hi hi. Chłopcy czasem na nas czekali ale mieliśmy wszyscy bardzo dobre tempo- ale to mio z ich strony. W zasadzie w dobrych nastrojach ale trochę zmeczeni bo mieliśmy sie rozchodzić niemalże wspólnie doszliśmy do "Jeziorce" . Faceci pocisnęli do przodu a my szłyśmy swoim równie żwawym tempem. Na Studorskim zrobiłyśmy 5 minutowe odpoczynek. Chwilowo tam się Gosia niedobrze poczuła ale po odpoczynku mogła iść dalej. Wszystkim nam było duszno tym bardziej że pomimo wczesnej pory mocno już grzało słońce. Bardzo szybko i przyjemnie zleciała nam droga do Vodnikov Dom gdzie z gorącą woda na gorace kubki czekali na nas panowie. Wiwat darek! że dźwigałeś Camping Gas. Pod VD przyszłyśmy o godz. 9:55 Zjedliśmy , odpoczęlismy - ja mało nie przysnęłam na stole i po 35 minutach ruszylismy dalej. Znowu szliśmy w dwóch grupach Do Konjsko Sedło szło się doskonale, szybko, i w dobrych nastrojach. Spotkałyśmy nawet Skautów Szwajcarskich , których bałyśmy się zagadać ale oni zagdali nas mowiąc po angielsku "wasi chlopy poszli tam"- wskazując na dalsza drogę. Tu się zaczęły schody . Było dość spore przewyższenie - droga kamienista z sypiącym się gruzem pod nogami- wszystkim szło się ciężko. Agatka potzrebowala częściej odpoczynku - reszta w duszy cieszyła się bo też mogla uspokoić oddech. Mimo to szłyśmy szybko. Droga biegła w otwartym terenie, słońce wypalało nam mozgi. Niedaleko już Domu Planika mgła przykryła nam krajobrazy. Szłyśmy cały czas czerwonym szlakiem . W końcu dotarłyśmy do upragnionego Domu Planika 12:15. Przez chwilę myślałyśmy że wyprzedziłyśmy chłopakówbo nie mogłyśmy ich znaleźć. Tak z 15 minut siedziałyśmy oddzielnie od nich ale w końcu się znaleźlismy. Ja zamiast odpoczywać robiłam sobie sesję fotograficzną z oswojoną pazerną , ciężarna owcą. Była cudowna! Gosia spotkała tam też owcę , która złowrogo na nią patrzyła i męła mordą to było"milczenie owiec" W tym miejscu Gosia zdecydowała że nie idzie dalej tylko zaczeka na nas tutaj. Nie czuje się na siłach. Mimo wielu propozycji pomocy nie zmieniła zdania. Zdecydowaliśmy że na Triglav pójdziemy przez Triglavski Dom czyli troszkę mniej eksponowanym wjeściem i trochę na około. Byliśmy tam po godzinie i zabawilismy jakieś 15 minut. Kto nie miał jeszcze uprzeży na dupie to nałożył i przygotowaliśmy się od stóp do głów., kaski , "autoasekuracja" "START". Droga była stroma i na zmiane raz ubezpieczona stalowymi poreczowkami w które wpinaliśmy się, raz teren bez zabezpieczeń gdzie liczylismy na swoje ręce, nogi i umiejętności wspinaczkowe. Mijaliśmy wiele tabliczek upamietniających tych którzy na zawsze zostali w górach najczęściej w wyniku uderzenia piorunem. W koncu o godz. 15:55 dotarliśmy na szczyt. Po krótkim odpoczynku i wpisaniu sie ksiegi zaczęliśmy schodzić. Szybko poinstruowaliśmy ekipę odnosnie techniki schodzenia i ruszyliśmy. Bardzo szybko znaleźlismy się na drodze ale tym razem przy Domu Planika gdzie czekała na nas Gosia. Ja bylam najszybsza bo gdzies tak od połowy zejścia cisnęło mnie do kibla - ledwo dobiegłam! Z Domu Planika wyruszyliśmy o godz. 17:40 Droga w dół była długa i męcząca. Wszyscy czuliśmy że przegięliśmy , mieliśmy za szybkie tempo i tak naprawdę drogę którą powinno się zrobić w dwa dni zrobilismy w jeden. Prawie każdemu coś dolegało jak nie za wysokie ciśnienie to nudności innym ból głowy. Wszystkim nam dał Triglav nieźle w kość ! Kiedy dotarliśmy do samochodu już ledwo żyliśmy. Sił nam starczyło tylko żeby na dziko w Rudno Poljeumyć się, zagotować żurek i rozłożyć dwa namioty i poszliśmy spać , jedni w namiotach , Jacek w hamaku, reszta w samochodzie. Pierwsza pobudka była o 6:12. Przyszły do nas dwie krowy- jedna żarła trawę wokół namiotu, zlizywała wodę z namiotu i kręcila ogonem jak pojkami, a druga wyżerała z naszego kosza na śmieci skórki od banana- dodam że spaliśmy przy głównej drodze ale im to nie przeszkadzało. Jak już przegięły to Jacek pogonił je klaszcząc i mówiąć "a psik" . Na odchodne pieprznęły nam krowiego placka przy dźwiach tylnych samochodui Gosi plecak padł później ofiarą tego"placka". Druga pobudka byla o 7:00 - rozpoczęły się roboty na pobliskim wojskowym terenie i pan robotnik zaczął równanie asfaltu tuż przy naszych namiotach , trwało to aż do 9:04czyli właściwej pobudki.Sprawnie się ogarnęliśmy , złożyliśmy namioty, spakowaliśmy plecaki, jeszcze tylko manewry między krowim gównem i ruszlyliśmy nad Adriatyk. Po drodze zatrzymaliśmy się w super samie gdzie spotkaliśmy miłych słoweńców- super wesołych . Dalej juz na trasie zatrzymaliśmy się na super jajecznicę i porządki w samochodzie . Po śniadaniu i po kawce ruszylismy dalej, Agatka jeszcze tylko zaliczyła kibelek na grubsza sprawę - uff pierwszy raz od 3 dni- ogórki kiszone działają Gloria!. 15:30 Przekraczamy granicę z Chorwacją. Najpierw kontrola Słoweńców - policjant bardzo nieprzyjemny i agresywny. To nie była przyjemna kontrola ale za to Chorwacka była ok. Odbiliśmy sobie za to na bramce przy autostradzie bo spotkalismy tam milego Pana na bramce , nam przypominal piłkarskiego sedziego Colinę ale on sam o sobie mowił że raczej wygląda jak Kojak! I puścił do Darka oczko!. Ok. 16:00 dojechalismy do Adriatyku i postanowiliśmy ze zabawimy na wyspie KRK. Najpierw zajechaliśmy na Camping- pokapaliśmy sie , nurkowaliśmyw moich okularach basenowych i pływaliśmy na materacu. Było super. Później z dziewczynami zrobiłysmy obiad, spiewałyśmy i robiłyśmy sobie sesję zdjęciową. Byłyśmy prawdziwą atrakcją dla pobliskich Camperów a chlopcy w tym czasie pojechali po kasę i "na miasto" Wrocili idealnie na obiad. Padł pomysl żeby się zmywać na miejską plażę bo można tam bezpłatnie biwakować całą noc. Takim sposobem przemieściliśmy się w głąb wyspy KRK. Wcale nie było tak latwo rozłożyc namiot ale były tam takie leżanki na których zdecydowalismy przespać całą noc. Stres był bo nie wiedzielismy kiedy nas ktoś pogoni ale była tam cudowna ciepła woda , internet 20 kun za 20 minut i płatna łazienka, ktora byla w nocy bezpłatna. Baliśmy się troszke że jakaś pijana chorwacka młodzież nasika nam na głowy ale jednak tak się nie skończyło. Zbliżała się 24:00 i tym samym Gosi 18 i Mariusza 17 urodziny . Szybko pobieglismy kupić Mariuszowi maskę i rurke do nurkowania no i Gosi lodową piramidę. Załatwiliśmy tez grajka , który miał naszym solenizantom zagrać na saksofonie "Happy Birthday" Może wszystko nie wyszło jak zaplanowaliśmy ale udało nam się wzruszyć Gosię i miło uczcić też urodziny Mariusza. Po chwilach wzruszeń Darek Jacek i Piotrek wykąpali się jeszcze i poszlismy spać.
Zdjęcia z naszego zdobywania TRIGLAVA

Zdjęcia z naszego zdobywania DINARY

Zdjęcia z naszego zdobywania MITIKASA
___________________________________

TRIGLAV 2864 m n.p.m

SŁOWENIA - 10 szczyt KE
___________________________________

Triglav (2864 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Alp Julijskich (część Alp Wschodnich). Jest najwyższym szczytem Słowenii i znajduje się na herbie i fladze tego kraju. Wznosi się pomiędzy doliną Vrata na północy a kotliną Velo Polje na południu. Od północnej strony opada ponad 1000-metrową ścianą, której eksploracja odegrała istotną rolę w rozwoju słoweńskiego alpinizmu. W pobliżu kopuły znajdują się resztki lowodca, tzw. Triglávski ledeník. Triglav (co po słoweńsku znaczy „Trójgłowy”) wbrew temu, co można by sądzić na podstawie nazwy, nie posiada wcale trzech wierzchołków. Jedynie oglądając go z niektórych miejsc od południowego wschodu, np. z okolic Vodnikov Dom, trzecim obok głównego szczytu i Małego Triglava (2725 m n.p.m.) wierzchołkiem góry wydaje się być Rjavec (2568 m n.p.m.). Nazwa Triglav wiąże się ze średniowiecznymi słowiańskimi wierzeniami, które na wierzchołku góry umiejscowiały siedzibę potężnego Trojana – pogańskiego bóstwa wody, ziemi i podziemi. Po raz pierwszy nazwa Triglav pojawiła się w 1573 r. Triglav został uznany jako symbol słowiańskości, dlatego też w 1889 roku ksiądz z pobliskiej wsi, Jakob Aljaž odkupił szczyt góry, by był on w słoweńskich rękach. Niedługo potem postawił tam tzw. Aljažev stolp, który został otwarty 7. sierpnia 1895. Obecnie jest z posiadaniu Słoweńskiego stowarzyszenia alpinistycznego. Z inicjatywy księdza Aljaža powstało też schronisko pod szczytem Triglava. Masyw górski Triglav stanowi teren parku narodowego. (podane za wikipedią)

więcej ...



























































































































tekst alternatywny tekst alternatywny tekst alternatywny tekst alternatywny